MOJA CODZIENNOŚĆ Z 17-LETNIĄ TOYOTĄ

Pomyślałam, że warto opisać użytkowanie niemłodego już samochodu. Jeżdżę Corollą od 2 lat - czas wyciągnąć wnioski i napisać szczerze, bez owijania w bawełnę i słodzenia co Cię drogi użytkowniku może spotkać mając w garażu dość wiekowy pojazd. Ponieważ jestem dość skrupulatną osobą tak więc dokładnie notuję co i kiedy było wymieniane - gwarantuję Ci Drogi Czytelniku, że to nie jest artykuł sponsorowany ;-)

21.04.2005r.
Niedługo po zakupie pojechałam do znajomego (i obiektywnego) mechanika aby na wszelki wypadek wszystko posprawdzał - wszak kupiłam auto mające 15 lat. Kupiłam je na słowo. Jak zwykle stwierdził, że przesadzam... bo auto jest naprawdę w dobrym stanie. Ale ponieważ jest dobrym mechanikiem nie mógł się do czegoś nie doczepić. Nie umknął jego uwadze "pocący się" zimmering. Gumy na tylnych wahaczach też trzeba było wymienić. Tak więc to by było na dobry początek.

10.09.2005r.
Przyszła pora wymiany oleju i filtrów. Byłam bardzo zdziwiona gdy Pan Werner chciał zalać silnik olejem syntetycznym (Mobil)! Przecież to stary silnik ale jak się okazało na tyle szczelny, że spokojnie można go było potraktować syntetykiem. Prócz tego od pewnego czasu byłam przekonana, że coś jest nie tak z termostatem: auto bardzo wolno się nagrzewało a nawet po przejechaniu kilku dobrych km wskazówka termostatu ledwo co się podnosiła w górę nie osiągając wymaganej połowy skali. Ciężko było stwierdzić jak z ogrzewaniem bo lato tego roku było upalne. Jedno co stwierdziłam to większe zużycie paliwa. Tym razem Pan Werner nie chciał mi uwierzyć, termostat wymienił ale na moją wyraźną prośbę. Później przyznał mi rację... termostat był cały czas otwarty. Z kolei on zauważył, że mam prawie wyrwaną klamkę od strony kierowcy! Doszedł do wniosku, że ktoś siłą próbował "otworzyć" samochód czyli ktoś usiłował włamać się do auta! Ktoś niedoświadczony bo narobił tylko wiele szkód i zniszczeń. Na szczęście jeszcze tego samego dnia Corolla miała już nową klamkę.

06.10.2005r.
Samochód zachowywał się dość głośno a z tłumika wydobywał się charakterystyczny dźwięk. Dziura była niewielka ale w nieciekawym miejscu (na złączeniach) więc kupiłam nowy tłumik.

09.02.2006r.
Z alternatorem nie ma żartów. Napewno pamiętacie rekordowe mrozy zimą 2006 roku. To był koszmar nie tylko dla naszych pojazdów ale i dla nas samych. Na szczęście Corolla za każdym razem odpalała. Odpaliła nawet w Bielsku Białej gdy temperatura spadła poniżej -26 C! A byłam przekonana, że nie odpali. Po przekręceniu kluczyka z rozrusznika wydobyło się specyficzne „chrobotanie”, lampki na tablicy rozdzielczej przygasły i nie zapaliła... ponownie przekręciłam kluczyk i za drugim razem odpaliła! Mimo kilkuminutowego zagrzewania auta czułam jak samochód jest skuty mrozem. Sprzęgło, gaz, biegi, kierownica - wydawało mi się, że są zamarznięte. Dopiero w okolicach Pszczyny Corolla doszła do siebie i odtajała. Kilka dni później wybrałam się na zakupy do Żor. Po powrocie z zakupów auto nie zapaliło. Z każdą nową próbą odpalenia czułam jak akumulator słabnie. Gdy wreszcie zapaliła zauważyłam na tablicy rozdzielczej charakterystyczną lampkę, która niestety nie zgasiła się. Na dworze znowu było bardzo zimno ale postanowiłam, że spróbuję dojechać do domu (to była odległość 12 km). Z każdym przebytym km czułam jak samochód traci moc i... gaśnie! Dosłownie gaśnie bo po kolei wyłączało się wszystko: oświetlenie wnętrza, światła, migacze a na koniec silnik. Był już późny wieczór i ciemno a ja jechałam autem widmo! nie było nawet możliwości zatrzymania się bo pobocze było zasypane hałdami śniegu. Na szczęście Corolla wtoczyła się na wjazd do przydrożnego zajazdu i tam ostatecznie zatrzymała się :) Z pomocą przybył Pan Werner, który za pomocą klem odpalił ją ze swojego auta. Diagnoza była szybka: zużyte szczotki alternatora. Po wymianie problem się nie powtórzył :-)

03.09.2006r.
Wymieniłam to co powinno się wymienić po przejechaniu 10 tyś km.

02.11.2006r.
Mam wrażenie, że coś z tymi zimmeringami jest nie tak. Po ponad roku znowu zaczął cieknąć zimmering. Tym razem mogłam naocznie zauważyć plamkę oleju na posadzce w garażu. Chyba dobrze zrobiłam kupując oryginały Toyoty - mam nadzieję, że wytrzymają zdecydowanie dłużej niż tańsze zamienniki.

27.02.2007r.
Pojawił się nagły problem - samochód przestał odpalać, tz. odpalał ale za 5 - 7 razem. Trwało to miesiąc... przez cały miesiąc znajomi elektrycy zastanawiali się co jest przyczyną?! Kombinowania było co niemiara. W tym czasie wymieniłam świece (i tak była już na nie najwyższa pora), kupiłam kopułkę (pięknie pasuje z Toyoty Starlet 2 E E - podziękowania dla Marcina), wymieniłam też palec rozdzielacza i... nic! Bez zmian. Prócz tego zostały sprawdzone wszystkie przewody i wszystko było jak najbardziej OK. Po miesiącu nerwów miałam już dość. Wówczas chyba pierwszy raz pomyślałam, że moje auto się kończy i zaczęłam się bać nim jeździć :( Postanowiłam raz jeszcze spróbować coś z tym zrobić i poprosiłam o pomoc klubowicza z forum Toyota Forum Techniczne - Maćka (Bigelektron) gdyż wiedziałam, że jest elektrykiem a z jego wypowiedzi na forum wywnioskowałam, że jest naprawdę dobrym elektrykiem:) Maciek przyjechał i o ile dobrze pamiętam po jakiś 10-20 minutach problem był rozwiązany! Przyczyną koszmarnych problemów z zapalaniem, a co za tym idzie nieprzespanych nocy i ogólnego znerwicowania, było odcięcie zapłonu a dokładnie przekaźnik (??), który się spalił. Szkoda, że nikt na to wcześniej nie zwrócił uwagi i szkoda, że nikt mi nie powiedział, że to auto ma zamontowane odcięcie zapłonu... Prócz tego Maciek posprawdzał wszystkie przewody i uspokoił moją wybujałą wyobraźnię - wszystko jest już OK :-) To ja mogę rozglądać się za felgami a Maćkowi raz jeszcze bardzo serdecznie dziękuję!

19.09.2008r.
Dawno nie zamieszczałam tutaj nowych informacji (bardzo przepraszam...) ale muszę przyznać, że przez to 1,5 roku Corolla nieźle się spisywała. Jednak chcąc być szczerą nie mogę nie wspomnieć zakupu przepustnicy (stara miała duże luzy) i pompy paliwa. Obie te części należą do bardzo kosztownych np. nowa, oryginalna (made in Toyota) pompa paliwa to wydatek rzędu ok. 1.500,00 zł. Dlatego kupiłam używki. Na swoje usprawiedliwienie dodam, że obie te części pochodzą z absolutnie pewnej ręki i nie są wyeksploatowane. Chciałam też wspomnieć o przyjemnych zakupach. Rollka otrzymała alum felgi, radio Pioneer, 2 nowe opony a na liczniku przebiegu pojawiło się okrągłe 160.000 tyś km. Tak więc jest fajnie i... oby tak dalej.